Wajda opowiada o niezrealizowanych projektach. Przez zupełny przypadek znalazł się w seminarium duchownym przed trzystoma klerykami pochodzącymi ze Śląska. Spotkanie zaowocowało scenariuszem o dwóch alumnach - mieli ich grać Olgierd Łukaszewicz i Jerzy Radziwiłowicz - których drogi się rozchodzą. Jeden trwa przy swoim powołaniu, drugi zostaje górnikiem, działaczem wolnych związków zawodowych. W opinii reżysera byłby to piękny i ciekawy film, lecz po pierwszych zdjęciach stracił w niego wiarę i bezpowrotnie porzucił ten pomysł.